Na jednym ze spotkań fajczarskich Piotrek polecił mi tą machorkę. Stwierdził, że jest to jego ulubiony blend Petersona. Przed zakupem poczytałem trochę o nim i do końca nie wiedziałem, czy faktycznie warto go kupić. Duża ilość recenzji pozytywnych i negatywnych się zrównoważyła. Spróbowałem go, by sam ocenić.
Standardowo puszka zawiera 50 gram mieszanki. Natychmiast po otwarciu puszki dociera do nas słodkawy zapach mieszanki. Pierwsze skojarzenie miałem ze słodkim waniliowym budyniem. Po części mnie zaintrygował i zniewolił. Naprawdę pachnie pięknie. Smakuje i pachnie podczas palenia o niebo lepiej. Jeśli miałbym porównać tą mieszankę do standardowych typów machorek, pewnie byłby to jakiś Duńczyk, ale suchszy o połowę. Z walorów petersonowskich utrzymuje się lekka moc, reszta natomiast podchodzi pod typowo duńskie mieszanki. Określenie, jakie by do niego trafnie pasowało to irlandzki Duńczyk z wyspiarską mocą. Taka zbitka porównawcza według mnie jest chyba na miejscu. Pomimo konsystencji i aromatu mamy do czynienia z Petersonem.
Room note jak najbardziej pozytywny i zniewalający. Nawet osoby niepalące potrafią docenić zapach. Moc- 4/10. Można rozpalić i przeciągnąć trochę mocniej. Nie wpływa to na palenie i wychwytywanie walorów smakowych. W składzie znajdziemy (standardowo dla tej mieszanki) Cavendish'a i dla wzmocnienia smaku Virginię z rejonów Brazylii i Afryki. Dodatkowo, według słów producenta, można wyczuć wanilię, orzech i miód. Wszystko się zgadza. Dodałbym od siebie, że więcej znajdziemy tu wanilii i miodu. Orzech w niewielkiej ilości powoduje, że mieszanka nie jest za słodka.
Moja opinia? Jak najbardziej pozytywna. Polecam gorąco.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz