Witajcie po bardzo długiej przerwie. Już na wstępie chcę Was przeprosić za zwłokę, ale natłok ostatnich obowiązków sprawił, że nie byłem w stanie nic zamieścić. Dzisiaj, po ogarnięciu wszystkich spraw, mogę w końcu dodać kolejną recenzję tytoniu. Na opublikowanie kolejnego fragmentu historii fajki w Europie, przyjdzie jeszcze poczekać. Chciałbym skonfrontować kilka wizji rozwoju i popularyzatorstwa, a to poniekąd zmusza mnie do dłuższej pracy. Obiecuję, że niebawem coś powinno się ukazać. Tymczasem na warsztat weźmiemy ostatni mój tytoń z kolekcji Tobacco Factory- Travellers's Pleasure.
Ten tytoń również zakupiłem w Niemczech. Wydaje mi się, że producentem są właśnie Niemcy, ponieważ nie znalazłem żadnych informacji o innym wytwórcy tego tytoniu.
Kupiłem go dzień przed przyjazdem do Polski. Nie ukrywam, że wszedłem do sklepu i na szybko zdecydowałem się na zakup tejże mieszanki. Po zakupie wróciłem do mieszkania i postanowiłem spróbować. Miałem w pamięci ostatni tytoń TF, który zaraz po otwarciu przypominał mi zapach herbaty. Otworzyłem puszkę, która podobnie jak inne, zamknięta była hermetycznie. Zapach jaki wydobył się z opakowania to pełen bukiet vanilli i virginii. Przyznam, że już na pierwszy rzut zrobiło się bardzo przyjemnie. Aromat był tak intensywny, że wystarczyło tylko otwarcie puszki, by wypełnił cały pokój vaniliowym zapachem. Udałem się do kuchni, zaparzyłem kawę i nabiłem fajkę. Zaciągnąłem się na pół dymka i doszedłem do bardzo ważnego dla mnie wniosku. Słodki, waniliowy tytoń z dodatkiem virginii okazał się mieszanką z przytupem. Niby leciutki i przyjemny, ale kiedy chciało poczuć się jego moc, w zupełności zaspokajał. Jak na siłę, sycący tytoń. Pali się długo, nie traci walorów smakowych i aromatycznych podczas palenia; choć to wanilia, nie szczypie w język. Polecam wszystkim, którzy skłonni są do próbowania wszelkich waniliowych mieszanek. Ta naprawdę różni się od wszystkich.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz