Powered By Blogger

środa, 25 listopada 2015

Opis tytoniu. Cz. 67: Bentley Virginia Honey

Szanowni Czytelnicy. Tytoń, który dzisiaj chcę Wam przedstawić był ekstra dodatkiem do nowej fajki, którą dostałem od swojej dziewczyny. Opiszę ją w jednym z następnych postów. 
Jak sami pamiętacie, jeden tytoń tego producenta udało mi się już wypalić. Wspominałem o nim w poście dotyczącym Old London. Tamten był czystą Latakią. Ten to jedna wielka zagadka. Natychmiast po otwarciu puszki dotarł do mnie bardzo słodki aromat. Spodziewałem się słodkiej Virginii, ale nie aż w takim stopniu. Bardzo cukierkowy zapach, który na pierwszy rzut skojarzył mi się z gumą balonową lub po prostu z jakimś słodkim zapachem z dzieciństwa, którego za nic w świecie nie potrafię dokładnie do niczego przyrównać. Skomentuję to krótko. Bardzo słodki i charakterystyczny- cokolwiek to znaczy. Według mnie jest to jedną z zalet tego tytoniu.
Uznałem, że skoro bruyerk'a przejmuje aromat pierwszego palonego w niej tytoniu, ten powinien być odpowiedni. Wielu poleca palenie tytoni niearomatyzowanych- jednolitych np. zwykła Virginia w różnych odmianach.
Palenie słodkie, ale z mocą oscylującą w granicach pewnego średniaka- 5/10. Pali się spokojnie, przyjemnie i nadzwyczaj sucho. Po ukończonym paleniu pozostaje nam wysypać stosunkowo gęsty i jasny popiół. Nie szczypie w język i nie powoduje przysłowiowego przepalenia- przejedzenia się tym tytoniem. 
Teraz chyba rzecz najważniejsza. Room note. Bardzo przyjemny. Bodaj jeden z najlepszych, jaki udało mi się poznać. Nie przeszkadza i, co chyba najlepsze, zaakceptowała go moja dziewczyna, która stwierdziła, że pachnie bardzo ładnie i nadzwyczaj słodko.
Jeśli mielibyście możliwość skosztowania tej machorki- zapalcie. Gwarantuję pełną satysfakcję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz