Szanowni Czytelnicy.
Dzisiaj mam przyjemność przedstawić Wam bodaj jeden z najpiękniejszych prezentów, jaki dostałem od mojej ukochanej w zeszłym roku podczas pobytu w Niemczech, na pięknej Bawarii. Inne prezenty, jakimi mogłem się poszczycić możecie znaleźć tutaj. Polecam!!!
Podczas wizyty w Kaufbeuren, w zaprzyjaźnionej trafice, zakupiłem dwie puszki tytoniu. Moja ukochana, za moimi plecami przystąpiła do selekcji fajek dostępnych w sklepie. Najgorsze, a może i najlepsze jest to, że o fakcie kupna nowej bruyer'ki dowiedziałem się tuż po wyjściu ze sklepu. Byłem kompletnie zaskoczony i nie mogłem się doczekać opalania nowej fajki. Każda fajką, którą mi sprezentowała jest prezentem z głębi serca i z identyczną miłością traktuję każdy prezent, jaki od niej dostaję.
Kiedy już mogłem rozpocząć celebrowanie opalania nowej fajki, do nabicia użyłem słodkiej Virginii od Bentley'a, którą już wcześniej opisałem. Co tu dużo mówić. Wykonanie fajki jest idealne. Rim idealnie oddaje strukturę wrzośca, lakier na główce położony bez żadnych skaz, przewód dymowy przyozdobiony jest srebrnym pierścieniem o próbie 925. Na ustniku znajduje się klasyczne "B", charakterystyczne dla fajek Big Ben.
Palenie idealne, oddające w pełni walory smakowe i aromatyczne spożywanej mieszanki. Zastosowanie grubszych ścianek główki zapobiega zbytniemu nagrzewaniu się jej podczas palenia oraz przepalania. Wnętrze komina pokryto prekarbonizatorem. Kolejna zaleta fajki to pojemność. Można w niej zmieścić dużą ilość ulubionego tytoniu. Ponadto posiada wymienny filtr 9 mm.
W swojej kolekcji nie posiadałem żadnej holenderskiej fajki. Big Ben urzekł mnie wykonaniem i precyzją niederlandzkiego rzemiosła. Duża w tym zasługa również tego, że jest to prezent, który pali mi się za każdym razem przyjemnie i ze wspaniałymi wspomnieniami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz