Powered By Blogger

czwartek, 11 lutego 2016

Opis tytoniu. Cz. 74: Samuel Gawith Golden Glow

Kolejny post na dziś. Podczas pobytu we Włoszech, w pięknej i słonecznej Toskanii, obchodziłem imieniny. Tytoń od SG był właśnie prezentem, który otrzymałem. Za wybór odpowiedzialna była najdroższa, która podczas wizyty w sklepie wiedziała co lubię i w jakiej postaci. Taka była relacja, bo fizycznie do sklepu z nią nie wszedłem. Była to zaplanowana intryga. Wybór padł na Golden Glow.
Jakiś czas temu, a było to stosunkowo dawno, zakupiłem tego flake'a w 10-o gramowej torebce na spróbowanie. Pamiętałem, że była to dobra Virginia, ale w pełni przekonałem się do tej machorki po wypaleniu kilku fajek. Warunkowała to pełna puszka tytoniu.
Po otwarciu puszki wydobył się lekko kwaskowy aromat dobrze wysezonowanej Virginii w postaci flake. Płatki były na tyle wilgotne, że papierowa wkładka posiadała dużo plam nikotynowych. Strasznie wilgotny tytoń. Podsuszyłem około 30 minut, uprzednio rozdrabniając płatki. Po tym czasie mogłem rozpocząć nabijanie mojego Petersona. Ubiłem 3 warstwy tytoniu i przed opaleniem zwęgliłem jedną zapałką wierzchnią część tytoniu. Potem odpaliłem. Pierwsze wrażenie było zaskakująco pozytywne. Lekki dym, nienachalny smak stosunkowo łagodnej i wyważonej Virginii o dobrym dojrzałym aromacie. Moc pełne 5/10.
Paliłem go w towarzystwie i nikt nie skarżył się na zapach, więc jest w pełni akceptowalny i nienachalny. Do samego końca pali się ze wszystkimi swoimi walorami. Czasami jednak można poczuć małą ilość kondensatu na języku, ale nie wpływa to na jakość palenia i nie szczypie w język.
Reasumując, jest dobra Virginia od SG.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz