Witajcie. Dzisiaj chciałbym Wam przedstawić mój pierwszy tytoń Petersona, który spróbowałem. Jest to zarazem ostatnia mieszanka tego producenta, która gości w mojej skromnej kolekcji tytoni wypalonych. O ile dobrze pamiętam, zakupiłem go w styczniu 2012 roku. Wiem, że moja chronologia opisywania uległa teraz pełnemu załamaniu, ale cóż począć. Postanowiłem, że Sunset Breeze będzie jak na razie ostatnim opisywanym Petersonem przeze mnie. Oczywiście do momentu zakupu kolejnego.
W sklepie spędziłem dużo czasu na wyborze odpowiedniej mieszanki. Spotkałem tam znajomego fajczarza, który polecił mi tę kompozycję, ponieważ jest lekka, ma miły room note i dobrze się pali. Jest pewnego rodzaju bramą do stopniowego poznawania mieszanek Petersona. Sam sprzedawca wspominał, że kiedyś palił ten tytoń i był w gruncie rzeczy bardzo zadowolony. Jako, że nie miałem żadnego pojęcia o Petersonach, skusiłem się.
Ze zniecierpliwieniem wyczekiwałem momentu spróbowania Sunset Breeze. Przygotowałem fajkę, nabiłem i odpaliłem dwiema zapałkami, jak to podobno robią angielscy fajczarze. Co poczułem? Łagodność i delikatność. Aromat lekko słodkawy, nie narzucający się. Czy było czymś się zaciągnąć? Owszem, było. Co wyróżnia ten tytoń? Na pewno lekki posmak amaretto. Również i do tej mieszanki mam sentyment, ponieważ był to pierwszy Pet jakiego zakupiłem i pierwszy raz się nie zawiodłem. Jak wspominałem wcześniej, wiele razy próbowałem i wiele razy odniosłem sukces w zainwestowaniu majątku w tytoń. Potwierdzam, że Sunset Breeze jest tzw. idealną bramą do poznania mieszanek Petersona. Jest lekki, przyjemny, nie za mocny i dobrze się pali.
Skład mieszanki przedstawia się następująco: Virginia, Burley, Black Cavendish z nutką amaretto.
Polecam wszystkim bez wyjątków.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz