Na zakończenie dzisiejszego dnia mam dla Was opis tytoniu Tilbury Sweet Vanilla. Tytoń zakupiłem w 2011 roku podczas przygotowań do egzaminu z historii nowożytnej. Pamiętam była stosunkowo późna jesień, a ja w zasadzie nie miałem już co palić. Udałem się do trafiki, by kupić tytoń, wtedy jeszcze bliżej nieokreślony. Nie miałem wtedy rozeznania, który jest dobry, a który nie. Zdałem się na intuicję i wybrałem właśnie tę mieszankę. Pamiętam, że wystarczyła mi na bardzo długo. Z perspektywy czasu nie potrafię powiedzieć dlaczego wystarczała mi na około 3 miesiące palenia. Formułuje Wam się pewnie tłumaczenie, że paliłem stosunkowo mało. Tutaj chyba muszę Wam przyznać rację. Jako, że mało znałem, mało też paliłem. Z czasem jednak uległo to pewnej zmianie. Czy korzystnej? Tego niestety nie wiem. Dzisiaj na pewno 40 lub 50 gram tytoniu wystarcza mi na około 30 dni. Reszta, jak napisał klasyk jest milczeniem.
Z tego co pamiętam, ta mieszanka jak na wanilię przystało, była stosunkowo mocna. Zaryzykuję stwierdzenie, że prócz wanilii wyczuwałem szczątkową ilość orzecha włoskiego, co potwierdził mój kolega z roku podczas częstowania się na przysłowiowej palarni Uniwersytetu.
Tytoń dobry, sycący i mocny. Czuje się wanilię i orzech. Całość składa się z Virginii i Burley'a. Pali się sucho i długo, choć nabicie ma swoje wady i zalety. Można ubić dużo i dobrze, spędzając godzinę lub półtorej na paleniu, lub ubić trochę i paląc przez 15-30 minut.
Polecam wszystkim miłośnikom waniliowych aromatów i smaków jako odskocznię od rutynowego smaku wanilii.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz