Powered By Blogger

poniedziałek, 5 maja 2014

Opis tytoniu. Cz. 27: Bellini Torino

Tytoń kupiłem 16 lutego tego roku. Miałem zrobić sobie zapas, ponieważ jechałem do dziewczyny w góry, a jak pisałem- ukochana u boku, dobra machorka i do tego widok na Karkonosze to coś bezcennego. Przypadek sprawił, że wybrałem właśnie ten. Powiem szczerze, że tam gdzie wybierałem ten tytoń, a zazwyczaj tam nie kupuję (niezbyt duży wybór), nic innego nie mogłem znaleźć. Skusiłem się na ten wierząc, że zapewni mi wspaniałe wspomnienia i z wypadu do dziewczyny, i ze swojego smaku. Oczywiście wyjazd się udał, ale wspomnienie po tytoniu zostało, mówiąc kolokwialnie bez głębszego śladu. Pamiętam, 16 lutego grałem koncert, że nabiłem fajkę tą mieszanką by się lepiej dostroić przed muzykowaniem. Nie ukrywam, że byłem lekko zaskoczony tym tytoniem, ponieważ jego moc miała być średnia- podobnie jak jego przygotowanie w kopercie. Niestety okazała się bardzo słaba, a palenie przypominało
spożywanie średniej klasy typowego Duńczyka. Moja luba już dawno zaczęła się orientować w aromatach tytoni fajkowych i doskonale wie jakie do mnie pasują, jakie lubię palić etc. Ten, podobnie jak i mnie, nawet jej do gustu nie przypadł pod kątem room note'u
Mieszanka pali się wilgotno, długo i po części męcząco. Niestety z przykrością muszę przyznać, że bardzo szybko traci swoją oryginalność związaną ze smakiem, mocą i aromatem. Moc jest naprawdę słaba. Aromat wydobywający się z koperty jest silny, podczas palenia jednak szybko się traci (spala) i wyczuć można coś naprawdę niemiłego. 
W składzie znajdziemy Virginię, Burley'a, Black Cavendish oraz nutkę owoców z włoskim winem Barolo.
Szczerze powiedziawszy, wypaliłem kilka typowych aromatów i być może spaliłem ich za mało, że ta mieszanka mi nie podeszła. Być może wrócę do niej za jakiś czas, by jeszcze raz zobaczyć czy może coś się zmieniło lub coś przeoczyłem. Mimo wszystko polecam tę mieszankę osobom, które gustują w lekkich i aromatycznych tytoniach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz