Witajcie. Na miły początek dnia mam dla Was Stanwell'a. Aż nie mogę się pokusić o zestawienie go z wcześniej opisywanym tytoniem również Stanwell, ale zawartym w puszce. Niby ta sama marka, ten sam skład i powinno smakować choć trochę podobnie. Pomimo tych wspólnych czynników uważałem, że palę dwa różne tytonie. Przed Państwem- Stanwell.
Koperta, 50 gram pociętego Cake'a, mieszanka Virginii i Burley'a. Po otwarciu koperty od razu udaje się wyczuć aromat Virginii z domieszką czekolady i bardzo lekkiej nuty owoców. Jak napisał producent, aromat zawiera także aromat Vanilii. Tego nie wyczułem. Może trafiłem na troszkę zmodyfikowaną mieszankę, w której mniejszą ilość stanowiły aromaty waniliowe. Nieistotne. Nabiłem fajkę. Tytoń cięty stosunkowo grubo, jak na Cake'a przystało. W swojej historii palenia spostrzegłem, że każda mieszanka tego typu różnie się układa w kominie. Tak było chociażby ze Scottisch Cake, choć ten układał się całkiem przyzwoicie i dobrze. Tu był problem, ponieważ pojawiały się prześwity. Musiałem dobrze ubijać i skręcać warstwy, żeby przysłowiowo się zazębiały. Jak w podręczniku, ubiłem fajkę umieszczając w niej trzy warstwy machorki. Odpaliłem po angielsku, dwiema zapałkami. Pierwszą zwęgliłem troszkę górną warstwę, drugą odpaliłem. Zacząłem swoje pykanie. Początkowo nie potrafiłem określić składu i walorów smakowych. Być może za duża ilość Virginii przysłoniła moje receptory smakowe. Z czasem jednak poczułem połączenie czekolady i słodkawej linii owoców. Myślę, super. Później jednak, jak to na duńskie mieszanki przystało, palenie zaczęło się robić trochę wilgotne. Czuć było jak kondensat w kominie lekko chlupie. Ba, nawet można go było poczuć w ustach. Pośpiesznie przepłukałem je łykiem kawy. Dopaliłem do końca. Pali się długo i posiada moc, około 5/10. Jest ona co prawda do zniesienia; mi osobiście starczyło palenia na parę godzin. Stanwell, którego opisywałem wcześniej i ten dzisiejszy, to dwa różne światy. Kompletnie od siebie różne. Jakbym nie znał producenta i palił w ciemno zaryzykowałbym, że palę Amphorę. Przeżycia z palenia? Spodziewałem się typu poprzedniego Stanwell'a. Mimo to ten tytoń zły nie jest i do złych nie należy. Jest po prostu inny. Komu bym polecił? Każdemu. Reszta pozostaje milczeniem.
Miłego dnia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz